Kwiatek od Lea:
sobota, 23 czerwca 2012
piątek, 22 czerwca 2012
czwartek, 14 czerwca 2012
Corpus Cristi i tres amigos
Tradycyjnie długi weekend czerwcowy spędzony został w SRz w towarzystwie Maggie, Pio, Karo i Marka. W tym roku dodatkowo Jana i Antoniego! Było wesoło...:)
Podjadki z antosiowego talerza.
Tres amigos
I dzień Euro 2012
Rytuały
wtorek, 5 czerwca 2012
Pierwsze zdanie Lea
Było to zdanie pytające, padło rano, gdy Leo wyglądał przez okno wychodzące na parking:
"Nasz buma babaw?"
Czyli: "O, nasz samochód! Możeby tak pojechać na plac zabaw?"
"Nasz buma babaw?"
Czyli: "O, nasz samochód! Możeby tak pojechać na plac zabaw?"
niedziela, 3 czerwca 2012
Co to?
A raczej "to tooooo...?" - pytanie, przed którym ostrzegali nas doświadczeni rodzice starszych dzieci, zaczęło pojawiać się na ustach Lea z zatrważającą regularnością i częstotliwością. Leo pyta w ten sposób wielokrotnie o rzeczy nowe i nieznane, ale też znane, ale o nazwach trudnych do wymówienia.
A to Leo-kotek, po pierwszym w życiu "malowaniu buziek" na sobotnim festynie dniodzieciowym.
A to Leo-kotek, po pierwszym w życiu "malowaniu buziek" na sobotnim festynie dniodzieciowym.
czwartek, 31 maja 2012
Dzień Dziecka
Dzień Dziecka zaczął się u nas już wczorajszego wieczoru, kiedy to Leo dostał od wuja Konrada specjalnie skomponowany, piękny i pyszny deser z naszej ulubionej lodziarni Malinova. Niestety, okazało się, że Leo nie jada lodów! Dziwne dziecko...
środa, 30 maja 2012
niedziela, 27 maja 2012
Niedzielne rekreacje
Nowe miejsce - nowe atrakcje: Miasto Cypel.
Hamak zaanektowany błyskawicznie
Powrót do bazy
Identyczne miny
Ogólnie - brawo
Foto by Konrad
sobota, 26 maja 2012
piątek, 25 maja 2012
Leo pod opieką Babć
Do Paryża pojechaliśmy dzięki dzielnym Babciom Leonarda, które zgodziły się z Nim zostać - w sumie aż przez 5 dni! Dziękujemy! Mamy dowody na to, że całe towarzystwo spędziło czas wesoło, no a Leo szczególnie - spacerowany, karmiony i (o zgrozo!) noszony na rękach!:)
Paris
Właściwie nie powinniśmy o tym wspominać, bo akurat Bebe został w Polsce, ale mały wyjątek - wybaczycie:) Wspaniałe 5 dni, chociaż padało i było chłodno. Widzieliśmy wieżę i byliśmy w muzeum, zjedliśmy ser i wypiliśmy wino.
A za magiczną gościnę i towarzystwo dziękujemy Dorotce, Joelowi i Kamilowi - Wasze zdrowie!:
Więcej zdjęć tu: http://www.flickr.com/photos/stempniaked/sets/72157629891068250/
A za magiczną gościnę i towarzystwo dziękujemy Dorotce, Joelowi i Kamilowi - Wasze zdrowie!:
Więcej zdjęć tu: http://www.flickr.com/photos/stempniaked/sets/72157629891068250/
wtorek, 15 maja 2012
sobota, 12 maja 2012
niedziela, 6 maja 2012
Sucha Rzeczka Grand Opening!
Cóż to był za weekend, który stał się ponad tygodniem. Kanikuła pełną gębą (ok. 30st) w Suchej Rzeczce trwała dobre kilka dni. Dzieciaki biegały na golasa. Dorośli kąpali się (w kwietniu!) i wieczorami zaludniali werandę. Nawet Leo zamoczył pupę w jeziorze. Ale jednak uznał, że "zimbo".
A to wszystko, we wciąż dość surowej scenerii szarych trzcin i małych listków na drzewach. Dość niesamowite.
Warto przypomnieć, że rok wcześniej o tej porze padał jeszcze śnieg! My też prawie do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy pogoda pozwoli na wakacjowanie w Suchej Rzeczce.
Tym razem, oprócz korzystania z pogody, pobyt w Suchej Rzeczce wiązał się z kilkoma ważnymi "pierwszymi razami":
A to wszystko, we wciąż dość surowej scenerii szarych trzcin i małych listków na drzewach. Dość niesamowite.
Warto przypomnieć, że rok wcześniej o tej porze padał jeszcze śnieg! My też prawie do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy pogoda pozwoli na wakacjowanie w Suchej Rzeczce.
Tym razem, oprócz korzystania z pogody, pobyt w Suchej Rzeczce wiązał się z kilkoma ważnymi "pierwszymi razami":
- pierwszy strup na kolanie (w języku Leo po prostu "boli")
- pierwsze bliskie spotkanie ze zwierzyną hodowlaną - krową, gęsiami, świniami, kurami...
- pierwsze zanurzenie w jeziorze (Leo bardzo chciał, ale jednak za "zimbo")
- pierwsza jazda pociągiem (a konkretnie kolejką wąskotorową w Wigierskim Parku Narodowym)
- pierwszy kartacz i chłodnik z botwinką (Leo bardzo lubi!)
- i pierwszy raz taty Leo - na koniu!
| SuchaRz w całej okazałości. Szare badyle, małe listki i jeszcze niedawno... lód pod pomostem. Tymczasem my... |
| ...już w wodzie. |
![]() |
| To nie pierwszy raz Leo i Hani. |
| Leo z Inną. Starszą. Bardzo pouczające dla niego doświadczenie! |
| Romanse na pomoście. |
| Leo płacze. Chciał bliżej. |
| Leo docenia sjestę. |
| Ziemia, robale, praca - Leonardowi nie straszne. Razem z Julią pomaga Babci A. sadzić bratki. |
| Pierwsza kuka, czyli po leonardowemu - "boli". |
| Najbrzydsza dotąd, pięknie uchwycona, mina Leo. |
| Kuracjusze Hanna R. i Leonard S. |
| OSP ochroni Cię. Studzieniczna. |
| Wyjątkowo dobry, pachnący oborą ser. |
| Wizyta w Stajni Serski Las. Poznajcie konia Halika. |
| Chwila mistyczna. Koń Halik, Paweł i światłość, w kierunku której kłusują. |
Etykiety:
22 miesiąc,
Godzilla,
Hania,
Sucha Rzeczka,
wakacje
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Jak Leo "pi"
Czyli: jak Leo śpi - po leowemu.
Po kąpieli, kaszce, bajce, sprzątaniu zabawek i myciu zębów, Leo ok. 21 udaje się na spoczynek - żwawo i chętnie biegnie do sypialni. W zasypianiu wymaga asysty, ale na szczęście nie trzeba Go trzymać na rekach, przynajmniej nie cały czas. Usypianie trwa od 15 do... oj, 45 minut! Następnie panicz na ogół ładnie śpi, a my mamy czas wolny. Ok. północy/1 w nocy nasz wampirek zaczyna kwękać, co oznacza, że trzeba Go zabrać do nas do łóżka. Kładzie się pośrodku, od razu usypia szczęśliwy. Noce wyglądają ciekawie - Leo rzadko decyduje się na spanie w bezruchu (względnym), zazwyczaj ktoś w pewnym momencie ma na twarzy małe stopy. Rano Pyniaczek raczy zwykle spać do momentu powstania Pawła - czyli do ok. 8. Woła: "tatuś!", a skacząc po usiłującej pospać jeszcze chwilę mnie: "mama pi!"...
A tak piękny uśmiech ma Leo, gdy pije sok owocowy:
Po kąpieli, kaszce, bajce, sprzątaniu zabawek i myciu zębów, Leo ok. 21 udaje się na spoczynek - żwawo i chętnie biegnie do sypialni. W zasypianiu wymaga asysty, ale na szczęście nie trzeba Go trzymać na rekach, przynajmniej nie cały czas. Usypianie trwa od 15 do... oj, 45 minut! Następnie panicz na ogół ładnie śpi, a my mamy czas wolny. Ok. północy/1 w nocy nasz wampirek zaczyna kwękać, co oznacza, że trzeba Go zabrać do nas do łóżka. Kładzie się pośrodku, od razu usypia szczęśliwy. Noce wyglądają ciekawie - Leo rzadko decyduje się na spanie w bezruchu (względnym), zazwyczaj ktoś w pewnym momencie ma na twarzy małe stopy. Rano Pyniaczek raczy zwykle spać do momentu powstania Pawła - czyli do ok. 8. Woła: "tatuś!", a skacząc po usiłującej pospać jeszcze chwilę mnie: "mama pi!"...
A tak piękny uśmiech ma Leo, gdy pije sok owocowy:
sobota, 14 kwietnia 2012
Na pole!
wtorek, 10 kwietnia 2012
Słownik Leonarda cz. II
Od jakiś dwóch tygodni Leo ma parcie na mówienie. Słów. Prawdziwych. Powtarza i papuguje. Zależy mu na odtworzeniu dźwięku słowa. Szczególnie wyraźnie wymawia świszczące ś czy ć.
Lubi też charczenie, np. przy "kra kra", które w jego wydaniu brzmi "kghra kghra".
Coraz lepiej jest też z kojarzeniem ich znaczenia.
Oto one:
tatuś (jupi!)
zimlo - zimno
ogon
cześć
kółka
kuje - dziękuję
nos
oko
jedzie
idzie
babcia
miś
tuć (but)
jajo
choć
mniam (jak mu smakuje)
daj
tutaj
tam
próbuje też z księżycem, ale jeszcze nie wychodzi.
Lubi też charczenie, np. przy "kra kra", które w jego wydaniu brzmi "kghra kghra".
Coraz lepiej jest też z kojarzeniem ich znaczenia.
Oto one:
tatuś (jupi!)
zimlo - zimno
ogon
cześć
kółka
kuje - dziękuję
nos
oko
jedzie
idzie
babcia
miś
tuć (but)
jajo
choć
mniam (jak mu smakuje)
daj
tutaj
tam
próbuje też z księżycem, ale jeszcze nie wychodzi.
Jaja wielkanocne
W tym roku Wielkanoc w Warszawie. Ale lokalne i tradycyjne potrawy przywiezione ze stolicy Podlasia przez Dziadków. Jaja, sałatki, galaretki, kaczka! Leo był wniebowzięty (dobre momentum)! Zupełnie, jakby każdego powszedniego dnia pościł.
| jajo, jajo, jajo, jajo |
| Patrząc na odjeżdzający pociąg... |
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Wykwintny serożerca
Babcia A. przybyła z Paryża przywożąc kilka wyśmienitych, a śmierdzących serów. Leo badał je przez kilka minut - macał, oglądał, obwąchiwał - po czym zadecydował, ze tak, nadają się do jedzenia i bezceremonialnie wgryzł się w kawałek obrośniętego pleśnią sera z Owerni... Co za smakosz nam rośnie!
Hm, Fourme d'Ambert, Auvergne....
Haps!
Niezłe.
niedziela, 1 kwietnia 2012
Sanatorium
Ten weekend minął pod znakiem choróbska - Leonard od piątku miał gorączkę (do 39 st.), byliśmy u lekarza, który zalecił przyjmowanie 4 lekarstw (ale nie antybiotyk). Co za zabawa była z podawaniem ich Leowi! Mimo że smakują nieźle (owocowe syropki), Leo protestował i trzeba było używać perswazji i forteli. Jak z kotem...
Dziś okazało się, że zgodnie z podejrzeniem, była to tzw. trzydniówka czyli rumień nagły. Leo dostał wysypki zwiastującej koniec choroby, obniżyła Mu się gorączka i wrócił humorek. Oby to był już faktycznie koniec!
Dziś okazało się, że zgodnie z podejrzeniem, była to tzw. trzydniówka czyli rumień nagły. Leo dostał wysypki zwiastującej koniec choroby, obniżyła Mu się gorączka i wrócił humorek. Oby to był już faktycznie koniec!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










