Bycie rodzicem to nie wakacje. Nawet na wakacjach! Leonardo starał się jak mógł, ale momentami pokłady energii zbierane w samochodowym foteliku, czy w trakcie jazdy w wózku po wąskich uliczkach miasteczek i miast Toskanii, musiały zostać wyzwolone. W trakcie ich wyzwalania jeden z rodziców staje się nadzorcą biegającym za Leonardo i uważającym czy ten nie planuje spożyć kociej kupki, kipa czy śliskiej, czarnej stonogi. Chęć eksploracji malca jest ogromna. Trzeba przyznać, że Leo budzi wyłącznie pozytywne reakcje miejscowych, którzy obdarowują go zabawkami, a także turystów, którzy sponsorują - bez naszej wiedzy - całej rodzince obiad.
A oto krótka fotorelacja:
 |
| Ka i Leo na tle okolic San Gimignano |
 |
| Ka i Leo na piazza w Radda in Chianti |
 |
| Pa i Leo na uliczce w San Donato |
 |
| Mały Barbarzyńca w akcie protestu przeciw wszystkiemu |
 |
| Pogawędka na temat toskańskiej sztuki późnego średniowiecza na dziedzińcu Santa Croce we Florencji |
 |
| Widok z naszego balkonu ;) |
 |
| Pa opiera się ściany w kolorze Siena palona. |
 |
| Leo po raz pierwszy w życiu nad morzem. Mała miejscowość na Wybrzeżu Etruskim. |
 |
Wspólne śniadanie. Leo świetnie odnalazł się w kraju pieczywa, makaronów i pizzy.
|
Więcej zdjęć tu: http://www.flickr.com/photos/stempniaked/sets/72157627685852969/