Babcia A. przybyła z Paryża przywożąc kilka wyśmienitych, a śmierdzących serów. Leo badał je przez kilka minut - macał, oglądał, obwąchiwał - po czym zadecydował, ze tak, nadają się do jedzenia i bezceremonialnie wgryzł się w kawałek obrośniętego pleśnią sera z Owerni... Co za smakosz nam rośnie!
Hm, Fourme d'Ambert, Auvergne....
Haps!
Niezłe.
O łał, trochę się dałam dawać małej pleśniaki, ale jak popatrzyłam na te foty, to chyba się przełamię. Godzillo, bądź gotowa, nadchodzi śmierdzący seeeer!
OdpowiedzUsuńZażarł sporo, przeżył, dasz radę Godzillo!
OdpowiedzUsuń