Niespodziewanie, podczas miejskiego weekendu, w niewiarygodnie upalną sobotę znaleźliśmy się w Książenicach u cioci Jo i wujka Jacka;) Dzięki za naj-popołudnie i naj-zdjęcia!
Zaraz popsiukamy Leo sprejem antykomarowym testowanym na niemowlętach w dżungli.
Po powrocie z Suchej Rz. Leo jest nieco zdziczały - na pewno brakuje mu przestrzeni i trawy do hasania! Mamy wrażenie że się w tej dziczy rozwinął - bardzo szybko biega, wspina się genialnie na co popadnie, naśladuje nas, umie włożyć niektóre kształty do kostki z otworami, gada b. dużo (ale po dzidziusiowemu). A propos gadania - Leo zna na razie dwa "ludzkie" słowa: "brum" - samochód i "(h)au (h)au" - psy i inne zwierzęta...
Chłopaki zapatrzone w ekran komputera (same same:)
Jaskiniowiec
Nowość - Leo bawi się w zamykanie oczu z całej siły!
Wyjazdy rozwijają. Leo jest na tygodniowym "turnusie" w Suchej Rzeczce. Biega, grzebie w ziemi, wspina się, szczeka i wygląda na naprawdę szczęśliwego. Nawet jeśli czasem powinie mu się noga. W najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu.
Dziś w Mikaszówce nastąpił najpoważniejszy do tej pory upadek, który zakończył się odrapaniem twarzy. W szczególności nosa. Po powrocie do domu zrobiliśmy obdukcję.
Ale zanim, to krzątanie się po nowym domu (który jest absolutnie świetny!), ustawianie, układanie, Ikea itd. - czyli typowy weekend młodej rodzinki, ekhm...
Strach przed odkurzaczem
Leo czyta kartkę od wuja Marcina
Picie
Śliczne oczęta
U Cioci Kai i Wujka Bogdana
Leo dostał wiaderko i łopatki - "No to gdzie ta piaskownica, hę?"
... i po przeprowadzce - za róg, na ul. Sandomierską. Jesteśmy rozpakowani w 80% - było cięęężko:) Ale dzięki Babci A oraz wujom Makowi i Konradowi - podołaliśmy.
Podczas, gdy pudła wędrowały z góry na dół i z powrotem, Leo głownie hasał po Łazienkach. I dobrze, bo już nie mieliśmy na niego zapasowego kartonu!