Leo stał się mężczyzną! Mężczyzną nie noszącym pieluchy i nie sikającym w nocy. No, może się zdarza... Ale komu się NIE zdarza? Komu?
Leo też jest z faktu odpieluszkowania dumny. Chyba czuje, że to jest sukces wypracowany w dużej mierze przez niego samego.
Cała akcja nie była prosta. Zaczęliśmy od lekkiego przebudzania go 2-3 razy w nocy i sadzania totalnie zaspanego na nocnik. Co było skuteczne. Wybudzany o odpowiedniej porze, rano wstawał suchy.
Gorzej było jeśli nie trafialiśmy z porą wybudzenia.
I właśnie po kilku takich "pudłach" tknęło nas. Nie możemy przecież dopuścić, by przyzwyczaił się do "deus ex machina" wkraczającego i automatycznie (bo bez woli i świadomości właściciela) opróżniającego pęcherz.
Podnieśliśmy więc poprzeczkę: Leo musi sam się budzić jeśli chce zrobić siku. Jeśli się nie będzie budzić, to lepiej niech się zmoczy ze wszelkimi tego nieprzyjemnymi (jakże nieprzyjemnymi dla nas!) konsekwencjami. I to była dobra decyzja. Leo zaczął wstawać sam i np. idąc w środku nocy do nas, do łóżka (tak, robi to regularnie) sam siada sobie na nocnik i robi co trzeba. Czasem mu o tym przypominam, gdy poczuję, że się gramoli, a on sam podejmuje decyzję, czy zrobić siku, czy nie. Jak dorosły facet. Nie przecież podejmować tego typu decyzji za niego. O nie.
Działa! Uff...
A to kilka zimowych ujęć Lolka:
I takie zabawy w długie zimowe wieczorzyska:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz